6 SYGNAŁÓW OD TWOJEGO CIAŁA
To nie zawsze jest lenistwo. Czasem ciało po prostu nie ma już skąd czerpać energii…
Są takie momenty,
kiedy człowiek patrzy na siebie i myśli: „Co jest ze mną nie tak?”
Przecież kiedyś
ogarniałam. Kiedyś miałam siłę. Kiedyś potrafiłam zrobić pięć rzeczy naraz,
odebrać telefon, ugotować obiad, odpisać na wiadomości i jeszcze udawać, że
wszystko jest pod kontrolą.
A teraz?
Jedna wiadomość
potrafi leżeć nieodpisana trzy dni. Zakupy wydają się wyprawą przez dżunglę. Odpoczynek
nie daje odpoczynku. Sen nie regeneruje. A głowa dalej mieli, mieli i mieli,
jak stara pralka na programie, którego nikt nie umie wyłączyć.
I wtedy pojawia
się najprostsze, ale często bardzo krzywdzące wyjaśnienie:
„Jestem leniwa.” „Nie
mam dyscypliny.” „Muszę się bardziej ogarnąć.” „Inni dają radę, a ja nie.”
Tylko że bardzo
często to wcale nie jest lenistwo.
To może być
organizm, który zbyt długo żył w napięciu.
Ciało nie jest
maszyną do dowożenia…Przez długi czas można jechać na rezerwach.
Można zaciskać
zęby. Można mówić: „jeszcze tylko ten tydzień”.
Można ignorować
zmęczenie, ból głowy, napięcie w karku, ścisk w żołądku, płytki oddech i tę
dziwną irytację, która pojawia się nawet wtedy, kiedy nikt nic wielkiego nie
zrobił.
Można żyć tak,
jakby ciało było tylko dodatkiem do listy zadań.
Tylko że ciało
nie jest aplikacją do zarządzania obowiązkami.
Nie da się go
wiecznie aktualizować kawą, presją i tekstem: „no weź się w garść”.
Ciało pamięta.
Pamięta
nieprzespane noce. Pamięta lata działania pod presją. Pamięta napięcie, którego
nikt nie rozładował. Pamięta wszystkie momenty, kiedy mówiłaś: „dam radę”, choć
w środku coś już szeptało: „ja naprawdę nie mogę”.
I w pewnym
momencie ciało przestaje szeptać. Zaczyna mówić głośniej.
Pierwszy sygnał: odpoczynek przestaje regenerować
Niby odpoczywasz,
ale nie wracasz z energią. Leżysz, ale ciało jest napięte. Jedziesz na urlop,
ale po dwóch dniach nadal czujesz się, jakby ktoś zostawił Cię włączoną do
prądu.
To nie znaczy, że
źle odpoczywasz.
To może znaczyć,
że Twój układ nerwowy zapomniał, jak wygląda prawdziwe rozluźnienie.
Bo jeśli przez
długi czas żyjesz w trybie alarmowym, to cisza nie zawsze daje ukojenie. Czasem
cisza robi się podejrzana.
Nagle nic się nie
dzieje, a ciało i tak czeka.
Na problem. Na
wiadomość. Na czyjeś oczekiwanie. Na kolejne „trzeba”.
I dlatego
odpoczynek nie działa od razu. Bo organizm nie przełącza się jak lampka nocna.
Bardziej
przypomina kota, który przez lata mieszkał przy ruchliwej ulicy. Nawet kiedy
przeniesiesz go do spokojnego domu, on przez jakiś czas nadal będzie spał z jednym
okiem otwartym.
Drugi sygnał: działasz dopiero wtedy, kiedy
musisz
To jest bardzo
częste. Nie masz siły na swoje rzeczy. Nie masz siły na przyjemności.
Nie masz siły na
coś nowego. Ale kiedy pojawia się obowiązek - jakoś się mobilizujesz.
Dziecko trzeba
zawieźć. Rachunek trzeba zapłacić. Do pracy trzeba pójść.
Sprawę urzędową
trzeba załatwić.
I robisz to.
Więc potem
myślisz: „No widzisz? Jak muszę, to mogę. Czyli problemem jest moja motywacja.”
Niekoniecznie.
To może oznaczać,
że Twój organizm działa już głównie na trybie awaryjnym.
Czyli mobilizacja
jest możliwa, ale tylko wtedy, kiedy sytuacja robi się naprawdę pilna.
Na rzeczy
miękkie, dobre, karmiące i własne - nie zostaje paliwa.
I wtedy odpadają
właśnie te obszary, które mogłyby Cię odżywić. Spacer. Twórczość.
Rozmowa. Ruch dla
przyjemności. Chwila ciszy. Zwykłe pobycie ze sobą.
Bo przetrwanie
zawsze przepycha się na początek kolejki.
Trzeci sygnał:
zwykłe rzeczy zaczynają kosztować za dużo
Odpisać na
wiadomość. Zrobić pranie. Pójść po zakupy. Zadzwonić gdzieś. Umówić wizytę.
Otworzyć
komputer. Dokończyć coś, co leży od miesięcy.
I człowiek sam
siebie pyta: „Jak to możliwe, że ja nie mam siły na takie drobiazgi?”
Ale dla
przeciążonego organizmu drobiazg nie zawsze jest drobiazgiem.
Bo problemem nie
jest sama czynność. Problemem jest wszystko, co ciało z nią kojarzy.
Decyzje. Kontakt
z ludźmi. Możliwość odmowy. Możliwość oceny. Kolejny obowiązek.
Kolejne „muszę”. Kolejny
początek czegoś, co może się rozrosnąć.
I nagle zwykły
telefon nie jest zwykłym telefonem. Jest całą paczką napięcia w przebraniu
telefonu.
Taki mały
urzędnik stresu w kieszeni.
Czwarty
sygnał: głowa nie umie się wyłączyć
Czy za dużo
powiedziałaś? Czy w 2009 roku nie spojrzałaś przypadkiem krzywo na sąsiadkę?
Umysł produkuje
myśli jak fabryka pierogów przed Wigilią.
I Ty możesz
naprawdę chcieć spokoju.
Ale spokój nie
przychodzi, bo organizm nadal próbuje przewidywać zagrożenie.
To jest bardzo
ważne: natłok myśli nie zawsze oznacza, że masz za mało silnej woli.
Czasem oznacza,
że Twój system wewnętrzny próbuje odzyskać kontrolę tam, gdzie od dawna czuł
przeciążenie. Myślenie staje się wtedy sposobem na przetrwanie.
Męczącym, ale znajomym.
Piąty sygnał:
tracisz kontakt z radością
Po prostu coraz
mniej rzeczy cieszy. Nie chce Ci się spotkań. Nie chce Ci się zaczynać nic
nowego. Nie chce Ci się słuchać długich historii. Nie chce Ci się planować. Nie
chce Ci się nawet tego, co kiedyś było przyjemne.
I znowu łatwo
powiedzieć:
„Zrobiłam się
marudna.” „Zestarzałam się.” „Już taka jestem.” „Nic mnie nie interesuje.”
Ale czasem to nie
jest brak zainteresowań.
Czasem to układ
nerwowy, który ogranicza wydatki energetyczne. Jak domowy budżet po zbyt drogim
miesiącu.
Najpierw płacisz
za prąd, jedzenie i rachunki. A kino, kwiaty i nowa sukienka wypadają z planu. Organizm
robi podobnie.
Najpierw
przeżycie. Potem obowiązki. A dopiero na końcu radość.
Tylko że jeśli za
długo żyjesz w tym układzie, możesz zapomnieć, że radość w ogóle była częścią
życia.
Szósty sygnał:
zaczynasz mylić napięcie z energią
Bo kiedy jest
deadline, kryzys, problem albo pożar do ugaszenia — nagle masz siłę.
Nagle jest napęd.
Nagle jest koncentracja. Nagle „ogarniasz”. Więc zaczynasz wierzyć, że presja
Ci służy.
Ale często to nie
jest energia. To adrenalina. A adrenalina nie jest darmowa.
Ona działa jak
chwilówka. Dzisiaj daje kopa. Jutro przychodzi po spłatę z odsetkami.
Dlatego po
okresach intensywnego ciśnięcia często przychodzi zjazd. Nie dlatego, że jesteś
słaba. Dlatego, że ciało nie jest stworzone do życia w ciągłym alarmie.
Alarm ma ratować
w sytuacji zagrożenia. Nie być stylem życia.
Czasem problem polega na tym, że za długo robiłaś za dużo. Za długo byłaś dzielna. Za długo ogarniałaś. Za długo nie chciałaś nikogo zawieść. Za długo odkładałaś siebie na później. Za długo wierzyłaś, że jeszcze tylko trochę i w końcu odpoczniesz.
Tylko że
„później” często nie przychodzi samo.
Bo świat bardzo
chętnie korzysta z ludzi, którzy nie mają granic.
Dorzuci zadanie. Dorzuci
oczekiwanie. Dorzuci odpowiedzialność. Dorzuci kolejne „dasz radę”.
I zanim się
obejrzysz, Twoje życie wygląda jak walizka, do której wszyscy coś spakowali, a
Ty masz ją nieść pod górę i jeszcze się uśmiechać.
Dlaczego
dociskanie siebie nie działa?
Nowe
postanowienie. Nowe „od jutra”. Nowe wymagania wobec siebie.
Tylko że układ nerwowy przeciążony presją nie
zdrowieje od kolejnej presji.
To tak, jakbyś
miała przestraszone dziecko w środku i krzyczała do niego:
„Uspokój się
natychmiast!” No nie zadziała.
Może zamilknie? Może
się zamrozi? Może przestanie przeszkadzać?
Ale to nie będzie
spokój. To będzie odcięcie.
Prawdziwy powrót
do siebie zaczyna się inaczej.
Nie od bata. Nie
od rewolucji. Nie od planu na idealne życie.
Zaczyna się od
sygnałów bezpieczeństwa. Od małych rzeczy, które mówią ciału:
„Już nie musimy
ciągle walczyć.” „Możemy zwolnić.” „Możemy oddychać.”
„Możemy wrócić do siebie po kawałku.”
Powrót nie musi być spektakularny
Czasem największą zmianą nie jest rzucenie wszystkiego i wyjazd w Bieszczady.
Chociaż
przyznajmy - czasem brzmi kusząco.
Ale prawdziwy
powrót często zaczyna się dużo ciszej.
Od jednego
spokojniejszego oddechu. Od zauważenia napięcia w ciele.
Od powiedzenia
sobie: „to nie lenistwo, to przeciążenie”.
Od odpuszczenia
jednej rzeczy, której dziś naprawdę nie musisz.
Od krótkiej pauzy
między bodźcem a reakcją.
Od tego, że
przestajesz traktować siebie jak projekt do naprawy.
Bo Ty nie jesteś zepsuta. Możesz być zmęczona. Możesz być przeciążona. Możesz być odcięta od siebie. Możesz być po latach życia na alarmie. Ale to nie znaczy, że taka już jesteś.
Języka
bezpieczeństwa.
Zamiast pytać:
„co jest ze mną nie tak?”, zapytaj inaczej...
Może lepsze
pytania to będą te, które brzmią:
Od jak dawna jadę
na rezerwach? Co w moim życiu ciągle uruchamia napięcie?
Kiedy ostatnio
naprawdę odpoczęłam? Czy ja działam z energii, czy z przymusu?
Czy moje ciało ma prawo powiedzieć: „dość”? Czego
potrzebuję mniej?
Czego potrzebuję
więcej? Co mogę dziś zrobić łagodniej?
Nie musisz od
razu znać wszystkich odpowiedzi.
Czasem wystarczy przestać oskarżać siebie za objawy przeciążenia. To już jest początek.
Bo kiedy
przestajesz walczyć ze sobą, odzyskujesz kawałek energii, który wcześniej szedł
na wewnętrzną wojnę.
Najważniejsze
Może Twoje ciało
przez lata robiło wszystko, żeby Cię utrzymać na powierzchni?
Może znosiło
więcej niż powinno? Może długo ostrzegało, ale nie miałaś przestrzeni, żeby
słuchać? Może dziś nie prosi o kolejną motywację? Może prosi o powrót?
Do oddechu. Do
ciała. Do prostoty. Do prawdziwego odpoczynku.
Do życia, w
którym nie trzeba płacić zdrowiem za bycie „dzielną”.
Bo czasem
największą odwagą nie jest cisnąć dalej.
Czasem największą odwagą jest powiedzieć: „Nie chcę już traktować siebie jak maszynę.
Chcę wrócić
do siebie jak do domu.”
Komentarze
Prześlij komentarz