Gdy zaczynasz wyrastać ze swojego życia...

Są takie momenty, kiedy trudno wskazać jedną konkretną przyczynę. Niby wszystko jest „tak jak było”. 

Ten sam dom. Ci sami ludzie. Te same obowiązki. Ta sama codzienność.

To, co kiedyś wydawało się normalne, zaczyna uwierać.

Rozmowy, które dawniej były naturalne, nagle męczą. 

Miejsca, do których wracałaś bez zastanowienia, przestają dawać poczucie bycia u siebie.

 Nawet własne reakcje potrafią zaskakiwać.

I wtedy często pojawia się pytanie: „Co się ze mną dzieje?”

A może odpowiedź jest prostsza, niż myślisz.

Może nie psujesz swojego życia? Może zaczynasz z niego wyrastać?

 

To nie zawsze wygląda romantycznie

Wyrastanie ze starego życia rzadko wygląda jak scena z filmu, w której nagle wstajesz rano,

 pijesz zielony koktajl i z uśmiechem ogłaszasz światu: „Od dziś jestem nową wersją siebie”.

Częściej wygląda to mniej efektownie. Jak niechęć do udawania. Jak zmęczenie rozmowami,

 w których trzeba się kurczyć, chować za słowami lub bezmyślnie przytakiwać…

Jak poczucie, że już nie możesz wracać do roli, którą kiedyś grałaś automatycznie.

Jak wewnętrzne „nie”, które pojawia się szybciej niż uprzejmy uśmiech.

Czasem najpierw przychodzi dyskomfort. Dopiero później rozumienie.

Stare życie może być po prostu za ciasne. Niektóre etapy życia są jak ubranie, które kiedyś

 pasowało idealnie. Było wygodne. Znajome. Bezpieczne. Może nawet dawało poczucie

 przynależności.

Ale człowiek się zmienia. Dojrzewa. Przechodzi przez doświadczenia.

Zaczyna inaczej widzieć siebie, innych ludzi i własne potrzeby.

 

I nagle okazuje się, że to, co kiedyś było „moje”, dziś jest za małe, za ciasne…Nie dlatego, że

 było złe. Nie dlatego, że trzeba to potępić.

 Po prostu - już nie mieści tej osoby, którą się stajesz.

Najtrudniejsze jest to, że inni mogą tego nie rozumieć

Kiedy zaczynasz się zmieniać, otoczenie często próbuje przywołać cię do dawnej wersji.

„Kiedyś taka nie byłaś.” „Przesadzasz.” „Za dużo analizujesz.” „Co ci nagle odbiło?”

A ty możesz poczuć się winna.

Bo przecież może naprawdę przesadzasz? Może wymyślasz? Może powinnaś być wdzięczna i nie marudzić?

Tylko że rozwój nie zawsze przychodzi w eleganckim opakowaniu.

Czasem przychodzi jako niezgoda. Jako drażliwość. Jako potrzeba ciszy. Jako brak siły na

 stare  schematy.

To nie musi oznaczać, że stajesz się trudna. Może oznaczać, że przestajesz być dostępna dla

 wszystkiego, co od dawna cię pomniejszało.

Nie wszystko trzeba od razu burzyć…Kiedy czujemy, że coś się w nas zmienia, łatwo wpaść w

 skrajność. Rzucić wszystko. Wyjechać w Bieszczady. Zerwać relacje. Zacząć od nowa

 natychmiast. Spalić mosty i jeszcze zatańczyć na popiele.

Ale wyrastanie ze starego życia nie zawsze wymaga rewolucji.

Czasem najpierw wystarczy zauważyć: Co mnie już nie karmi? Gdzie udaję, że jest dobrze?

 Przy kim czuję, że muszę być mniejsza? Na co moje ciało reaguje napięciem, choć głowa

 mówi „przecież nic się nie dzieje”? Jakiej prawdy o sobie unikam?

To są ciche pytania. Ale potrafią otworzyć bardzo ważne drzwi.

Możesz tęsknić za starym i jednocześnie już do niego nie pasować

To jest chyba jedna z trudniejszych części.


Można wiedzieć, że coś już się kończy, a jednocześnie czuć smutek. 

Można pragnąć zmiany i bać się jej. 

Można tęsknić za dawnym komfortem, nawet jeśli ten komfort był zbudowany na

 rezygnowaniu z siebie.

To nie jest sprzeczność. To jest człowieczeństwo.

Stare życie było znajome. A to, co nowe, jeszcze nie ma kształtu.

Dlatego w takim momencie nie zawsze potrzebujesz wielkich decyzji.

Czasem potrzebujesz łagodności. Uważności. Miejsca na oddech. 

I zgody na to, że nie musisz od razu znać całej drogi.

Może właśnie wracasz do siebie?

Wyrastanie ze swojego życia może brzmieć jak utrata. Ale czasem jest powrotem.

Do głosu, który zbyt długo był wyciszony.

Do potrzeb, które latami czekały w kolejce.

Do granic, które kiedyś wydawały się egoizmem.

Do marzeń, które zostały przykryte obowiązkami.

Do prawdy, która nie krzyczy, ale nie daje już o sobie zapomnieć.

 

Może nie chodzi o to, żeby stać się kimś zupełnie innym?

Może chodzi o to, żeby przestać zdradzać siebie tylko po to, by nadal pasować do starego

 obrazka?

 

Jeśli czujesz, że coś w twoim życiu zaczyna cię uwierać, nie musisz od razu się za to oceniać.

Może to nie jest kryzys? Może to sygnał?

Może część ciebie już wie, że potrzebujesz więcej prawdy, więcej przestrzeni, więcej siebie.

Nie musisz mieć gotowego planu. Nie musisz wszystkim tłumaczyć, co się dzieje.

Nie musisz natychmiast robić wielkich kroków.

Na początek wystarczy jedno uczciwe zdanie:

„To, co kiedyś mi wystarczało, dziś już mnie nie mieści.”

 

Zostawiam Cię z tym zdaniem….


Jeśli czujesz, że ten tekst jest o Tobie, zajrzyj do mojego ebooka ILUZJA PRZEBUDZENIA 

To nie jest lukrowany poradnik...To konkretne spojrzenie na moment, gdy stare życie robi się

 za ciasne😟

Komentarze

Popularne posty z tego bloga