Lęk, czyli kiedy ciało mówi za Ciebie

 


Lęk nie zaczyna się w głowie. On zaczyna się… w Tobie, w Twoich ramionach, które odruchowo unoszą się kilka milimetrów wyżej, jakby całe życie były gotowe do obrony. W Twojej klatce piersiowej, która od dawna oddycha płytko, jakby nie chciała robić za dużo hałasu. W Twoim brzuchu, który ma swoje ciche napięcia – takie stare, że aż przestałaś je zauważać.

Ale zauważyłaś, prawda?
Gdy dopada Cię lęk, pierwsze reaguje ciało, a dopiero potem pojawia się myśl.

To dlatego możesz siedzieć na kanapie, nic nie robić, niczym się nie martwić…

aż tu nagle czujesz, jakby w środku ktoś włączył alarm.

To nie jest Twoja wina. To jest mechanizm. Stary, mądry, ale potrafi zgubić drogę. Wyobraź sobie, że twoje ciało to zwierzę. Takie, które widzi dużo więcej, niż ty widzisz świadomie. I wyobraź sobie, że to zwierzę przez lata dostawało sygnały:
„Uważaj”,
„Może być niebezpiecznie”,
„Lepiej zabezpiecz się wcześniej”.

I teraz, to zwierzę robi jedynie to, co potrafi…siedzi przy drzwiach i pilnuje.

Nawet jeśli za tymi drzwiami jest tylko spokojny korytarz.

 Zamiast walczyć z reakcjami zwierzaka, można je potraktować jak sygnały: „Hej, coś się dzieje, zauważ mnie”.  A kiedy dodasz do tego odrobinę humoru, napięcie traci swoją moc – bo trudno się bać, kiedy śmiejesz się z własnych ramion, które wyglądają jak anteny satelitarne.

Ciało to taki sprytny narrator, który czasem nie pyta nas o zgodę, tylko wychodzi na scenę i zaczyna przedstawienie.

 Ty mówisz: „Wszystko w porządku”, a ciało w tym czasie robi własny standup: serce wali jak młot pneumatyczny, dłonie pocą się jakby właśnie wygrały konkurs w produkcji wody mineralnej, a ramiona unoszą się do uszu, jakby chciały podsłuchiwać, co się dzieje w głowie.

Wyobraź sobie, że Twoje ciało to aktor, który ma tylko jedną rolę – pokazywać emocje. Nie potrzebuje słów, bo ma cały repertuar gestów i reakcji.

Stres w pracy? Ramiona robią z siebie wieszaki na niewidzialne płaszcze.

Lęk przed wystąpieniem? Kolana zamieniają się w galaretkę malinową.

Złość? Szczęka zaciska się tak mocno, że dentysta już zaciera ręce.

I choć czasem mamy ochotę powiedzieć: „Ej, ciało, uspokój się!”, ono odpowiada: „Ale ja tylko tłumaczę na język gestów to, co Ty czujesz!”.

Ciało nie jest jak ogórek w lodówce – nie leży spokojnie, czekając aż ktoś go zje. Ono reaguje na wszystko: na myśl, na wspomnienie, na spojrzenie szefa, a nawet na to, że ktoś w kolejce do kasy stoi za blisko. To trochę jak pies, który szczeka, zanim zdążysz zobaczyć, kto idzie przed Twoim płotem.

Przykłady z życia

Koleżanka mówi: „Nie stresuję się”, a jej stopa pod stołem wykonuje maraton godny olimpijczyka.

Ty mówisz do siebie „Jestem spokojna”, a Twoje ciało w tym czasie organizuje pokaz sztucznych ogni w żołądku.

Ktoś udaje pewność siebie, a jego głos brzmi jak radio ustawione na złej częstotliwości.

Ciało nie kłamie. Ale nie robi tego, żeby Cię zdradzić – ono chce Ci pomóc. To taki wewnętrzny tłumacz emocji, który czasem mówi głośniej niż słowa.

Najpiękniejsze jest to, że ciało daje się oswoić. Kiedy zauważysz, że Twoje ramiona znów grają w grę, pod nazwą  „Dotknij uszu”, możesz im powiedzieć: „Dobra, wiem, że się martwisz, ale teraz robimy przerwę na kawę”. Albo potraktować je jak przyjaciela, który przesadza – „Spokojnie, nie musisz robić z tego telenoweli”.

Minićwiczenia na natychmiastową pomoc

 Kiedy ramiona podnoszą się jakby chciały złapać sygnał z kosmosu. Ty wtedy weź głęboki wdech, a przy wydechu świadomie opuść ramiona, jakbyś odkładała ciężkie torby z zakupami. Powiedz sobie: „Halo, NASA, dziś nie odbieram sygnałów”.

Gdy Twoja szczęka jest jak imadło ( złość i napięcie często chowa się w szczęce) otwórz usta szeroko jakbyś chciała powiedzieć „aaaa”, a potem poruszaj szczęką w prawo i lewo. Wyobraź sobie, że jesteś lwem ryczącym w dżungli – tylko bez straszenia sąsiadów.

Brzuch i jego pokaz sztucznych ogni…Kiedy w żołądku czujesz fajerwerki:

Połóż dłonie na brzuchu i oddychaj tak, żeby poczuć, jak brzuch się unosi i opada. Udawaj, że jesteś balonem na festynie – przy wdechu rośniesz, przy wydechu powoli się opróżniasz.

Gdy zauważysz, że twoja stopamaratonka biega pod stołem jak Usain Bolt…Zatrzymaj ją, połóż stopę płasko na ziemi i poczuj kontakt z podłogą. Powiedz sobie: „Meta już była, teraz odpoczywamy”.

Dłoniefontanny. Spocone dłonie to klasyk. Potrząśnij nimi jakbyś chciała strzepnąć wodę po myciu. Wyobraź sobie, że jesteś rockmanem kończącym koncert i machasz publiczności.

Ciało czasem robi z nas kabaret, ale zamiast się na nie złościć, możemy potraktować je jak przyjaciela, który przesadza.
 Te minićwiczenia są jak szybkie żarty – rozluźniają atmosferę i przypominają, że napięcie nie musi rządzić sceną.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga